Mój balkon znajduje się na parterze, aby wprowadzić nieco prywatności, poszukiwałam sposobu na osłonięcie się od mieszkańców osiedla.
Mieszkanie wynajmuję, odpada więc ingerencja w ściany, wiercenie czy mocowane elementów na stałe. Wszystko co wprowadzam, musi być wolnostojące oraz łatwe do demontażu.
Kącik z hamakiem osłoniłam białymi, bawełnianymi zasłonami. Zamocowałam je przy pomocy stalowej linki z zaciskami linowymi kabłąkowymi (takie stalowe kolanka zaciskające dwoma śrubami końce linek). Zależało mi również na osłonięciu miejsca do siedzenia przygotowanego na białej, drewnianej skrzyni. Tutaj świetnie sprawdziłyby się rośliny wysokie, smukłe i mało wymagające. Będąc w jednym ze znanych dyskontów spożywczych zobaczyłam przecenioną paczuszkę z kilkoma kiełkującymi już bulwami topinamburu – to może być to! Wzięłam w ramach eksperymentu – nie kulinarnego – lecz uprawowego 🙂

Topinambur bulwiasty (Helianthus tuberosus L.)

zwany również słonecznikiem bulwiastym, to gatunek rośliny z rodziny astrowatych. Bulwy topinamburu są jadalne, mogą stanowić alternatywę dla ziemniaków. Słonecznik bulwiasty posadzony w gruncie może przeżyć nawet kilkanaście lat i potrafi przetrwać mrozy dochodzące do -30 stopni C. Dodatkowo bardzo łatwo rozmnaża się i odrasta z organów podziemnych. Jego rozłogi osiągają ponad 1 m długości, tworzą różnej wielkości bulwy: od małych jak paznokieć, do takich zajmujących pół dłoni. Duża liczba powstających bulw oraz małe wymagania uprawowe powodują, iż w naszych ogrodach może stać się rośliną inwazyjną.
Swój topinambur posadziłam w dużych, podłużnych, plastikowych donicach. Podlewany rósł jak na drożdżach. Roślina ta wprowadziła na balkon dodatkowy dźwięk, gdyż jej szorstkie liście charakterystycznie szeleściły na wietrze. Niestety nie doczekaliśmy się żółtych kwiatów, prawdopodobnie bulwy zostały za późno wsadzone do podłoża. Topinambur, wraz z krzewami malin, doskonale sprawdził się w roli zielonego parawanu.
W zeszłym tygodniu z Mężem robiliśmy porządki na balkonie i rozkopaliśmy ziemię w doniczkach z topinamburem. Znaleźliśmy tam wysyp nowych, kiełkujących już bulw. Sporą część zasadziliśmy ponownie, tym razem gęściej i w głębszych pojemnikach, które – mam nadzieję – pomieszczą więcej wody niż zeszłoroczne. Poprzednie donice za szybko przesychały, niewystarczająco nawodnione topinambury zrzucały najniższe liście. Zostało nam jeszcze wiele bulw, na razie czekają w doniczce przysypane torfem, jeszcze nie wiem co z nimi zrobię 😉